Rok obrzędowy

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

10Z082"A UJRZAWSZY GWIAZDĘ... UWIERZYLI... ODDALI MU POKŁON ZŁOŻYWSZY... ZŁOTO... KADZIDŁO I MIRRĘ... I INNA DROGĄ UDALI SIĘ DO SIEBIE".

Wpatrujemy się dziś w kolejne postacie  zdążające do Betlejem. Nad Jerozolimą rozbłysła chwała. Gwiazda prowadzi Mędrców, którzy mają określone zadanie. Docierają do Nowonarodzonego, oddają Mu pokłon i wracają do siebie.

To barwne ewangeliczne przesłanie dotyczy przede wszystkim tego, że Chrystus został objawiony wszystkim narodom, a nie tylko Narodowi Wybranemu. Uwypukla to święty Paweł Apostoł, zaznaczając, że zbawienie stało się także udziałem pogan, czyli tych ludzi, którzy nie znali Jahwe - Jedynego Boga, który objawił się Izraelitom. Tę prawdę znamy i wciąż ją zgłębiamy. I oto Jezus, Bóg Wcielony, objawia się wszystkim narodom. Ta prawda jest niezwykle istotna, poszerza bowiem granice zbawienia. Skoro wszyscy mają prawo wierzyć w Boga, to należy zanieść Ewangelię wszelkim ludom. Dlatego chrześcijaństwo nie jest zamknięte w sobie, lecz otwiera się na wszystkich ludzi. A skoro tak, to misyjny charakter naszego Kościoła winien być wciąż zgłębiany. A czy tak jest? Ileż to razy nawet nie wiemy, co się dzieje w sąsiedniej parafii, a cóż dopiero w diecezji, w innych Kościołach lokalnych, w Kościele we wszystkich krajach świata! Charakter misyjny winien mieć każdy Kościół lokalny, każda diecezja, każda parafia, a idąc tym tropem - każda wspólnota parafialna, każda rodzina. Stanie się to wówczas, gdy każdy wierzący za przykładem bohaterów dzisiejszej uroczystości - Trzech Mędrców - podąży za gwiazdą, pokłoni się Dziecięciu, złoży dar swego życia, ominie „Herodów” i powróci do swojej ojczyzny, aby tam głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu.

Panie, ukaż mi drogę do Ciebie. Kogo mam pytać o drogę do Boga? Bezbożnik mnie okłamie, sceptyk - ośmieszy, agnostyk - zlekceważy. Tylko ugrzeczniony oszust będzie mi świadczył usługi: Dowiadujcie się pilnie o Boga, a gdy Go znajdziecie, wróćcie do mnie, ja też chcę oddać Mu pokłon. Spotkałem w życiu tylu dobrych ludzi. Tłumaczyli mi, opowiadali, pokazywali, prowadzili drogą do Boga. To może czynić tylko człowiek dobry. Tego nie potrafią niektórzy uczeni ani królowie, ani kapłani, ani prorocy, ani wróżbici. To potrafi dobra mama. Moja najlepsza katechetka, nauczycielka i kaznodziejka. Wskazała ręką i powiedziała: Patrz, tam jest Pan Bóg. Panie mój, jak dojść do Ciebie? Wskaż mi najkrótszą drogę. "Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze Mnie". Jakie to proste, a ja szukałem, pytałem i myślałem, że można inaczej.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

wido_53Dziś jest niedziela, a w niej Święto Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Wszyscy jesteśmy po rodzinnych świętach Bożego Narodzenia. Ludzie jechali tysiące kilometrów, aby spotkać się z rodziną, aby połamać się opłatkiem, a to wszystko jest rodzinną miłością. Dobrze jest też wrócić po Pasterce do domu, zapalić światła na choince, włączyć kolędę ze śpiewem Aniołów i zamyślić się nad tajemnicą tej Jedynej Rodziny.

Mój Boże! Jak to dobrze być w rodzinie. Jak dobrze mieć kogoś, kto kocha, kto jest mądry i dobry. Przecież tak się zaczyna wiara człowieka. Wierzę w Boga, bo jest mądry i mocny jak Ojciec, bo jest dobry jak Matka. Gdyby nie Mama i Tata, nie zrozumiałbym nigdy przebaczenia. Mama i Tata przebaczali mi, więc do Boga też wołałem: Ojcze, przebacz! Zgrzeszyłem przeciw niebu i przeciw Tobie. Bądź miłościw mnie grzesznemu!

„Nie ma jak u mamy, cichy kąt ciepły piec…” - słowa tej piosenki wprowadzają nas w tajemnicę „domowego ogniska”. Jednakże nie w każdym domu jest kominek, kuchnia z paleniskiem, piec. W takim wypadku domownicy muszą uruchomić wyobraźnię, aby pojąć porównanie rodzinnego szczęścia do ogniska, przy którym zbiera się rodzina. Ale w wielu wypadkach jest i tak, że jest kominek, jest piec, jest i kuchnia pod którą buzuje ogień, ale co z tego, skoro miłości w tym domu nie ma? A jak nie ma miłości, to znaczy, że nie ma także szczęścia, nie ma Boga… Nie ma idealnych rodzin. Są tylko dobre, są trudne i są nieszczęśliwe. Nie ma jedynej i pewnej recepty na szczęśliwą rodzinę. Jedno jest pewne, że gdybym nie kochał, byłbym jak miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący. Miłość nigdy nie ustaje, bo Bóg jest Miłością.

O, jak łatwo stracić ducha w rodzinnej codzienności! Ile tam się kryje kłopotów! Nieposłuszne dzieci, nieporadni starcy, zrzędliwa żona, stale nieobecny mąż… A przecież u podłoża rodziny leży ślub - w obecności Boga młodzi ślubowali sobie miłość. Ale ją tak łatwo zgubić… Wtedy traci się z horyzontu sens tego wszystkiego, co spotyka rodzinę w codziennym życiu. Można powiedzieć, że rodzina traci ducha. Cóż wtedy czynić? Trzeba podpowiedzieć, żeby małżonkowie zrobili tak, jak radzi Syracydes i Prawo - powierzyć swoje sprawy Bogu.

Obraz rodziny wciąż się zmienia. Jesteśmy świadkami, jak próbuje się zniszczyć chrześcijańskie pojęcie rodziny jako matki, ojca, dzieci, dziadków... Coraz więcej jest sytuacji niepokojących. Rodzina jest zagrożona szkodliwym oddziaływaniem wielu mass mediów. Skąd bierze się ta niewiarygodna zawziętość wielu ludzi, aby rozbić małżeństwo, rodzinę? Do jakiego stopnia można głosić idee wolności nawet za cenę szczęścia żony, męża, dzieci? Trzeba wciąż poszukiwać sensu życia w rodzinie chrześcijańskiej. Trzymamy się ewangelicznych zasad życia w rodzinie. Są one trudne, ale zapewnią nam to trwanie przy Chrystusie. Trzeba wciąż szukać siebie w rodzinie - odnajdywać swoje określone role. Trzeba wciąż powierzać sprawy naszych rodzin Bogu - tak jak Maryja i Józef.

Rodzina jest wtedy silna, kiedy Bóg jest w niej na pierwszym miejscu. A wówczas wszystko inne funkcjonuje normalnie: praca, odpoczynek, domowe zajęcia, TV, Internet, spotkania, rozmowy, planowanie. W chwilach jakichkolwiek nieporozumień w rodzinie, różnicy zdań, kryzysu - trzeba iść do świątyni i powierzyć się Bogu. A potem wrócić do domu i wraz ze wszystkimi wzrastać dzień po dniu w mądrości i bojaźni Bożej.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

09Z081Drugi dzień świąt Bożego Narodzenia to wspomnienie świętego Szczepana - pierwszego męczennika. Zmęczeni jesteście świątecznymi przygotowaniami i świętowaniem. Niech dzisiejszy dzień będzie okazją do poświątecznej refleksji.

Jeżeli porównamy wczorajsze uroczyste święto z dzisiejszym, to na pierwszy rzut oka wydaje się, że te święta nic nie łączy. Wczoraj święciliśmy dzień urodzin, dziś dzień śmierci; wczoraj staliśmy wobec nowonarodzonego Zbawcy, dziś przed pierwszym męczennikiem; wczoraj patrzeliśmy na radość pasterzy, dziś na nienawiść, brak miłości. Wczoraj rozbrzmiewała radosna pieśń aniołów, dziś chichot piekła, gotującego się do walki. Pomimo przeciwstawieństw te święta mają też cechy wspólne. Wczoraj obchodziliśmy narodziny Zbawiciela, i dziś także obchodzimy urodziny dla nieba. Dzień śmierci jest dniem narodzin. Życie na ziemi to tylko pielgrzymka, życie wieczne jest naszym celem. Otrzymaliśmy życie aby nie tylko żyć na ziemi, ale przede wszystkim w wieczności. Nie najważniejsze są pierwsze narodziny, kiedy rozpoczyna się życie ciała, lecz narodziny drugie, kiedy nasza dusza żyje dla Boga. Jednak przygotowanie do drugich narodzin jest najważniejszym dziełem naszego życia. Śmierć świętego Szczepana uwieńczyła pracowite przygotowanie do życia dla Boga. Aby znać wartość prawdy, trzeba za nią cierpieć, choćby tylko trochę. W przeciwnym wypadku pozostaje ona zbiorem słów, określonym systemem myślenia, jakąśwydumaną przez siebie lub kogoś innego ideą, która nie wnosi nic szczególnego w życie. I oto wpatrujemy się w Szczepana, diakona, który za Prawdę oddał życie. Co więcej, nawet specjalnie się nie bronił, nie uciekał przed oprawcami. Dlaczego tak się stało? Dlaczego ci Żydzi ukamienowali Szczepana? Dlaczego Kościół podaje nam dzisiaj ten tekst z Dziejów Apostolskich? Przecież trwamy w radości Narodzenia Bożego Syna! Bo Jezus jest Prawdą, którą wyznajemy swym życiem. Wielu zaś chrześcijan oddało za Chrystusa swoje życie.

Jest jeszcze inny aspekt owego fragmentu Nowego Testamentu - owo niezwykłe zacietrzewienie Żydów z synagogi Libertynów, Cyrenejczyków, Aleksandryjczyków oraz pochodzących z Cylicji. Jakże to możliwe, aby wierzący w Boga ludzie tak znienawidzili Szczepana? Oprócz względów doktrynalnych (on uwierzył, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem - oni zaś byli wrogami wyznawców Chrystusa) były też inne, te ludzkie. Zapewne kierowało nimi chorobliwe uczucie zazdrości, że ów diakon, „pełen łaski i mocy, działał cuda i znaki wielkie wśród ludu”. A może także i to, że obawiali się o swoje pozycje wśród ludu. Wszak wielu Żydów uwierzyło w Jezusa i przyjęło chrzest w Jego Imię.

Męczeństwo Szczepana jest dowodem na to, że dla niego Jezus był prawdziwym Mesjaszem, dla którego warto poświęcić swe życie, a nawet przelać krew. Jezus przygotowywał swoich uczniów, że mają być gotowi na prześladowania. Zapewnił, że „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”. Szczepan wytrwał do końca.

Podobnie i my za przykładem świetego Szczepana winniśmy wytrwale rozwijać i umacniać naszą wiarę i miłość, aby być przygotowanym do chwili przejścia do życia w wieczności. Trzeba przyjrzeć się dokładnie świętemu Szczepanowi. Nie jego diakońskim szatom ani temu, kto włożył na niego ręce, ani na to, czy przygotowywał się do święceń kapłańskich. Trzeba zobaczyć i „dotknąć” Prawdy: kogo on ukochał aż do męczeństwa. I takiego Diakona trzeba naśladować. Mają to czynić wszyscy ochrzczeni: świeccy i duchowni.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

07Z015Spełniły się oczekiwania. W Betlejem narodził się Jezus, Zbawiciel świata. Dziś świętujemy dzień Jego Urodzin. Przyznasz, że to niezwykłe urodziny, obchodzone od ponad dwóch tysięcy lat. Nie byłoby tych wspaniałych świąt, gdyby Pan Jezus się nie urodził w piękną betlejemską noc. Tak wiele wokoło słów, a tak mało miłości. Coraz więcej informacji, a coraz trudniej o prawdę. W olbrzymim morzu zdarzeń z coraz większym trudem wyławiamy to, co dla nas jest istotne. No właśnie! Co jest istotą? Co jest sensem naszego życia? Święty Jan podpowiada nam - Słowo, które stało się Ciałem - Ono jest sensem naszego istnienia.

Radość proroka Izajasza udziela się każdemu z nas, bo jesteśmy świadkami Tajemnicy Wcielenia. Oto sam Bóg zamieszkał między nami. Najwyższy zniżył się aż do człowieka, aby nas wywyższyć. Tajemnica, która wypełniła się o północy podczas tradycyjnej Mszy Świętej pasterskiej, stała się naszym udziałem. Bóg przemówił do nas przez swego Syna, bo Słowo stało się ciałem. Bóg dotrzymał słowa. Wypełnił to, co sam obiecał człowiekowi. Zapowiadał to przez proroków, królów, a teraz sam Chrystus mówi o swym Ojcu. Niesamowita tajemnica, pełna radości, ale nie tylko. Boże Narodzenie to przecież konkretne zadanie dla nas. Jakie? Tak często coś obiecujemy Bogu. Podczas modlitwy płyną z naszych ust solenne zapewnienia o nawróceniu, o zmianie życia, o wykorzenieniu wad, o dobrych czynach względem bliźniego. Obiecujemy także wiele naszemu bliźniemu. Wszak wczorajsze wigilijne życzenia podczas łamania się opłatkiem - czyż nie są one pragnieniem, aby nasze ludzkie słowo też stało się ciałem? Ależ jak najbardziej! Słowa świętego Jana Ewangelisty stają się naszym duchowym programem. Słowo przychodzi do nas, a my Je przyjmujemy! Obyśmy dotrzymali słowa, jakie daliśmy Bogu i człowiekowi. Właśnie taki jest sens życia zgodnego z Ewangelią - dotrzymać danego Bogu i człowiekowi słowa. To w naszym życiu kolejne Boże Narodzenie.

Radość przepełnia serca. A jeśli ktoś ma dylemat i zadaje sobie pytania w stylu: „Co tu robić w Boże Narodzenie?” i „Jak spędzić wolny czas?” - to niech śpiewa kolędy! Niech zaprosi na wspólne śpiewanie swoich krewnych, sąsiadów! Słowo Wcielone - Chrystus Pan - musi zamieszkać we wnętrzu człowieka.

Dla niewidomych

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

adwent_21Minęła już połowa Adwentu. Pan jest już blisko. Nie dają mi spokoju Izajaszowe obrazy szczęśliwych czasów, kiedy przyjdzie Zapowiedziany i Oczekiwany. Miecze przekują na lemiesze, a włócznie na sierpy. I nie będą więcej zaprawiać się do wojny...Wilk zamieszka razem z barankiem, pantera z koźlęciem...lew i wół będą jeść słomę...dziecko będzie się bawić w kryjówce żmii...głupi po drogach nie będą się wałęsać...Zakwitnie step, a na pustyni zakwitną cedry, akacje, mirty i oliwki. Ucałują się sprawiedliwość i pokój. Małoduszni nabiorą odwagi.

"...Nasza era, nowa era, to era Chrystusowa. A czy zmienił się świat? Czy zmienił się człowiek? Terroryści zaprawiają się do akcji. Niebezpieczne są granice. Niebezpieczne dworce, lotniska. Niebezpieczne ulice miast, nasze domy. Napadają, kradną, rabują, zabijają. Gdzie jesteś, Boże, który miałeś przyjść? Dalej jesteśmy zawistni, pazerni, zazdrośni, kłótliwi, mściwi i pożeramy jedni drugich. Gdzie jesteś, Boże!? Czy Ty jesteś Ten, który miał przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Adwent jest czasem czekania na Boga. Jest czasem tęsknoty za Bogiem. Pokrzepcie ręce omdlałe, wzmocnijcie osłabłe kolana! Powiedzcie małodusznym: Odwagi, nie bójcie się oto Pan Bóg wasz, oto Boża odpłata nadchodzi. Panie mój! Czekam na Święta, na Boże Narodzenie. Z kim połamię się opłatkiem? Komu będę składał życzenia? Podumam przy Twoim żłóbku. Ocenię, czy ładny. Pogapię się trochę na choinkę. Taka ładna, jak sztuczna. Pośpiewam, zagram sobie kolędę. Poszukam domu. Napiszę kartkę świąteczną. Jakoś zaliczę te Święta. Panie, wiem, że przychodzisz, że się rodzisz. Trzymam Ciebie w rękach. Stajesz się. Pokazuję Cię. Łamię Cię i rozdaję. Potem mam puste ręce. W sercu zimno jak w stajni. Spostrzegam, że nie było Bożego Narodzenia. O Boże! I znów rok bez Ciebie? Cóż mi z tego, że gwiazdy lecą, że anioły śpiewają, że pasterze bieżą, że królowie witają? Nawet wół i osioł poznał swego Pana, a ja? Panie mój! Daj mi jeszcze Nowy Rok i niech nowy będzie lepszy. Przyjdziesz kiedyś nie na próżno. Od dzieciństwa miałem kłopot w ten wieczór. Co ja powiem babci, tacie, dziadziusiowi? Słucham, czego ludzie sobie wtedy życzą: Wszystkiego najlepszego, zdrówka, bo grunt to zdrówko, powodzenia, spełnienia marzeń, zamążpójścia, ożenku, w tym roku, nowego domku i pieniążków. Oj, pięknie, ludzie, pięknie! Połam się ze mną opłatkiem, ale nic mi nie mów. Podziel się ze mną opłatkiem, ale nie mów, że kochasz. Dobrze czuje się tylko sercem, a miłość słychać lepiej w ciszy...".

Panie mój! Taki dobry jest ten wieczór. Czuję to przez szczęśliwe oczy domów. Dobrze, żeś do mnie przyszedł. Zobacz, Panie, gdyby ten wieczór trwał dłużej, jaki dobry byłby świat, a ludzie szczęśliwi. Wezmę Cię, Panie, na Pasterkę. Potem "padniemy na twarz przed Tobą". Podziel się ze mną opłatkiem. W oczy mi popatrz, powiedz dobre słowo, a ręką podaj trochę życzliwości. Bóg się rodzi - moc truchleje...Podnieś rękę, Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą...Ojczyznę wolną, pobłogosław, Panie.

Dla niewidomych

Początek strony