Rok obrzędowy

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

nr-93-jan-pawel-ii-3Choćby świat tonął w ciemności...Gdziekolwiek, gdziekolwiek jesteś, gdziekolwiek,  gdziekolwiek będziesz, rozlany dar miłosierdzia, zawsze, na zawsze, wszędzie...Choćby dzień tonął w ciemności, nie ufaj mroków potędze, rozlany dar miłosierdzia, miłości, miłości jest więcej...Choćby się sprzysięgły potęgi i losy były najcięższe, rozlany dar miłosierdzia, miłości, miłości jest więcej...Ty zawsze, zawsze powracaj, ktoś czekać ciebie będzie, wszystko przeminie - a tylko miłości nie ubędzie...

Choć świat poważa silnych i w pierwszych rzędach miejsca, nie  żądaj rzeczy nietrwałych ty bądź cichego serca....I nie ma spraw bez wyjścia, nie ufaj złej przysiędze, rozlany dar miłosierdzia, miłości, miłości jest więcej...Kimkolwiek, kimkolwiek jesteś, kimkolwiek, kimkolwiek będziesz, rozlany dar miłosierdzia, Bóg jest wśród ludzi wszędzie...

Analizując życie Sługi Bożego Jana Pawła II, możemy stwierdzić, że było ono w niezwykły sposób związane z tajemnicą Bożego Miłosierdzia. Stanowiła ona istotny element jego pontyfikatu będącego odpowiedzią na wołanie współczesnego świata, w którym w zastraszający sposób szerzył się egoizm, obojętność i znieczulica serc, poprzez swoją wrażliwość na człowieka, na jego biedy i cierpienia. Orędzie o Bożym Miłosierdziu historia wpisała w tragiczne doświadczenie II wojny światowej, podczas której młody Karol Wojtyła pracował w zakładzie produkcji sody „Solvay” w Borku Fałęckim nieopodal wzgórza, na którym znajduje się cmentarz Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.

W tych trudnych latach orędzie Miłosierdzia Bożego było dla niego szczególnym oparciem i niewyczerpanym źródłem nadziei. Często widywano go, jak modlił się przy grobie siostry Faustyny, także w późniejszym okresie, już jako ksiądz. Jako biskup, a następnie metropolita krakowski, chętnie odwiedzał klasztor w Łagiewnikach, wygłaszając okolicznościowe homilie i spotykając się z młodzieżą.

Brał również udział w sympozjach organizowanych na temat Bożego Miłosierdzia. 5 października 1965 roku, po zasięgnięciu opinii ówczesnego prefekta Świętego Oficjum, kard. Alfreda Ottavianiego, abp Karol Wojtyła rozpoczął proces informacyjny dotyczący życia i cnót siostry Faustyny Kowalskiej, zakończony uroczyście 20 września 1967 roku.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

07141Dla nikogo nie ulega wątpliwości, iż większe znaczenie przypisujemy obchodom świąt Bożego Narodzenia niż Wielkanocy. Więcej znamy miłych sercu tradycji. Lepiej rozumiemy, co stało się w Betlejem niż na Golgocie. Łatwiej zrozumieć żłóbek niż pusty Grób. Również i dzieciom jakoś łatwiej opowiadać o Dzieciątku Jezus niż o Jezusie cierpiącym na krzyżu i o Jezusie Zmartwychwstałym. Tymczasem w roku kościelnym Wielkanoc uważana jest za święto świąt. "Jaśnieją jako szczyt całego roku liturgicznego" - stwierdza się w "Konstytucji o liturgii" ostatniego Soboru o trzech świętych dniach paschalnych. Dlaczego? Ponieważ odkupienie nasze dokonało się na krzyżu, kiedy to Chrystus, umierając, zniweczył naszą śmierć, a zmartwychwstając, dał nam życie wieczne.

Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy. Jest to jeden z koszmarniejszych tygodni w roku, szczególnie dla dzieci. Popychane, odganiane, wyrywane do pomocy od swych zajęć w sposób chaotyczny. Często brak czasu i sił nawet na pójście do kościoła w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Zachowała się tradycja święcenia pokarmów. Tak więc dzieci, nawet te, które przez cały rok nie zostaną zaprowadzone do kościoła przez rodziców, idą w Wielką Sobotę z koszyczkami. Z wypiekami na twarzy oglądają barwny Grób Chrystusa. Ale wiele z nich nie rozumie, skąd on się wziął. Są zaskoczone tą zmianą dekoracji w kościele. Jeżeli przyszły do kościoła z rodzicami, mają się kogo zapytać. Jeśli nie, po powrocie do domu zastają najczęściej zapracowaną mamę, wykańczającą świąteczne potrawy, i tatę odkurzającego przy głośno nastawionym telewizorze, który stara się połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie jest to atmosfera do ważnych pytań - rezygnuje. Wreszcie Poranek Wielkanocny - dzielenie się jajkiem przy stole, Msza św., a dalej to już tak jak przy każdej uroczystości rodzinnej. Stół z jedzeniem i piciem, telewizja, goście, coraz głośniejsze rozmowy, śpiewy. Rodzice się bawią, a dzieci...? Spróbujmy przeżyć te święta inaczej. Spróbujmy nadać im właściwy religijny i bardzo radosny charakter. Szczególnie dzieci powinny przeżywać tego dnia radość tak wielką, by można było ją porównać do radości Apostołów spotykających Chrystusa po zmartwychwstaniu.

Jak więc włączyć dzieci w obchody Świąt Wielkanocnych w rodzinie? Im lepiej sami zrozumiemy tajemnicę pustego Grobu, tym bardziej będziemy mogli otworzyć naszym dzieciom dostęp do przeżyć Świąt Zmartwychwstania. Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. Trzeba sobie uzmysłowić, że święta rozpoczynają się w Wielki Czwartek wieczorem. I od tej pory uwaga wszystkich członków rodziny powinna się skupić na tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

06426 Panie Jesteś niepojęty i nieogarniony.
Dobrze się Ciebie widzi tylko sercem.
Życia mi braknie, aby Ci odpowiedzieć,
kim Ty jesteś dla mnie.
Jeszcze za mało Cię kocham.
Życia mi braknie, aby przywrzeć
do Ciebie i sercem pokochać.
Przyjdę, Panie, do Ciebie nocą.
Wyspowiadam się przez łzy.
Stopy Twoje ucałuję, boś mi wszystko jak Bóg przebaczył.
Przyjdę do Ciebie, do mego kościoła,
Panie mój dobry jak chleb.
Przyjdę do Ciebie na drogę krzyżową -
i twarz Ci chustą obetrę.
Krzyż mój i Twój kilka kroków podźwigam
i z Matką Twoją będę szedł już do końca,
a pod krzyżem z Magdaleną się rozpłaczę
i duch mój przed Tobą klęknie
i wtedy - serce mi pęknie - Chrystusie.
I tak już z Tobą zostanę, Panie mój i Boże mój.
(Julian Tuwim).

Rozpoczynamy Wielki Post, czas naszego przygotowania się do Wielkiejnocy, do Uroczystości Zmartwychwstania Chrystusa: czas refleksji, rekolekcyjnych zamyśleń, naszych dróg krzyżowych, gorzkich żali, naszych rachunków sumienia i nawróceń. W tych wszystkich przeżyciach jesteśmy bardzo blisko Chrystusa.

W środę Popielcową posypie nam kapłan głowy - popiołem. We współczesnym Kościele poświęcony szary popiół coraz częściej robi „furorę”. Niektórzy traktują ów znak pokuty jako kolejny sakrament. Trzeba wyjść z takiego myślenia. I „rozedrzeć serca”, czyli na serio zaglądnąć do swego wnętrza. Najlepiej uczynić to w ciszy własnego wnętrza. Nic, tylko szukać odpowiedniego miejsca w duszy - czyli swej „ewangelicznej izdebki”.

Najczęściej kojarzymy post z powstrzymywaniem się od jedzenia mięsa. To jest wstrzemięźliwość. W piątek nie jemy mięsa, aby sobie przypomnieć, że jest to dzień, w którym umarł za mnie mój Pan. Post jest rozumną postawą człowieka, który - świadomie - odmawia sobie rzeczy godziwej, w dobrej intencji. Jest to asceza. czyli drobne ćwiczenia, abym miał siłę żyć jak człowiek, a "trudniej dzień dobrze przeżyć, niż napisać księgę". (A. Mickiewicz).

Piękne są nabożeństwa Wielkiego Postu: Drogi Krzyżowe, Gorzkie Żale. Przejść raz, samemu, Drogę Krzyżową - to wielkie przeżycie. Przeczytać raz Mękę Pańską - to może być dla człowieka nawrócenie. Zaśpiewać raz Gorzkie Żale - to można się rozpłakać.

Szatan szczególnie w okresie Wielkiego Postu, kusi każdego z nas. Pokusa cudownego zdobycia chleba. Wielka pokusa. Pokusa zdobycia sławy, władzy. Pokusa oddania pokłonu diabłu za cenę królestwa świata. A we współczesnym języku brzmiałoby to tak: Przecież możesz, tak cudownie prosto zdobyć chleb. Są szkoły biznesu, ale jest i handel nieuczciwy, i zysk nieuczciwy, i lenistwo, i łatwizna, i złodziejstwo, i cwaniactwo, i szarlataństwo. Są gangi, partie, mafie. Tak łatwo można zdobyć chleb i władzę, i bogactwo, i sławę. A właściwie, to wystarczy podpisać cyrograf z diabłem i można mieć wszystko. Nawet odzyskaną faustowską młodość, królestwa świata i ich przepych.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

10Z101Panie, Ty widzisz, krzyża się nie lękam. Panie, Ty widzisz, krzyża się nie wstydzę; Krzyż Twój całuję, pod krzyżem uklękam, Bo na tym krzyżu Boga mego widzę. Do krzyżam zwrócił wszystkie me życzenia. Do krzyżam przybił błędnych myśli roje, Bo z krzyża płyną promienie zbawienia, Bo z krzyża płyną zmartwychwstania zdroje.

Pod krzyżem świata starty i złamany, Pragnę już odtąd krzyż Twój w duszy nosić; Niewoli świata pokruszyć kajdany, Bym mógł na krzyżu, krzyża chwałę głosić. Nie zasłużyłem, abyś mnie pocieszył, Bom przez czas długi tak od Ciebie stronił; Gdyś na mnie wołał, do Ciebiem nie spieszył, I łez tak wiele, tak marniem roztrwonił. Ach, Tyś mi podał pierwszy rękę Twoją, Abym na krzyża mógł powrócić drogę, A jam nią wzgardził, dziś pod krzyżem stoję, Bo już bez Ciebie dłużej żyć nie mogę. Bom znalazł w krzyżu to, com w szczęściu stracił; Pokój i wiarę, miłość i nadzieję; Ubogą duszę Tyś łzami wzbogacił, Przystroił cierniem, który nie więdnieje.

Nie ma człowieka, który nie spotkałby się z krzyżem, krzyżem Chrystusa, krzyżem własnym. Czy wie, że spotkał źródło życia? Może ugina się pod ciężarem gniotącego jarzma, zbyt ciężkiego, by unieść je samemu? Rozważania tajemnic Drogi Krzyżowej są zaproszeniem do spotkań: z samym sobą, z własną samotnością i cierpieniem, z ludźmi, ale przede wszystkim z Jezusem, który na najtrudniejszej Drodze swojego życia obdarza nas miłością w najpełniejszym wymiarze.

W każdy piątek Wielkiego Postu w naszej świątyni wraz z Chrystusem i Jego bolejącą Matką przemierzamy Drogę Krzyżową o godzinie 16.00. W niedziele rozpamiętujemy Mękę Pańską podczas Gorzkich Żali o godzinie 16.00. Nie żałujmy czasu i odwagi, aby w zlaicyzowanym dziś świecie pokazać, że mocno trwamy przy Chrystusowym Krzyżu – znaku zbawienia. Niech ten Krzyż przypomina światu, zwłaszcza wrogom Kościoła, iż największą wartością w życiu jest miłość płynąca z tego właśnie Krzyża: „W krzyżu miłości nauka”…

Krzyż nie jest znakiem hańby i cierpienia, ale jest znakiem miłości, cierpienie nie jest nieszczęściem, ale doświadczeniem, które ma nam pomóc w dojrzewaniu, słabość jest siłą, śmierć nie kończy życia, ale jest jego początkiem, jest spotkaniem z Bogiem. Na Drodze Krzyżowej mimo bólu i dramatu można nawet przeżyć chwile radości ze spotkania z Matką, nieoczekiwanym przyjacielem, pomocną Weroniką. W tajemnicach bolesnych zawiera się radość, płynąca z wypełnienia do końca powołania, kiedy można było Ojcu powiedzieć:

wykonałem wszystko, spełniłem to, co chciałeś, w taki sposób, w jaki chciałeś i tak długo, jak chciałeś: „Nic Mnie od Ciebie nie oderwało, ani ludzka złość, ani nogi, które słabły i upadały, ani ręce, które mdlały, ani serce, które przebito żelazem", ani myśl natrętna, że jest coś okrutnego w Bożym świecie. Radość z wierności do końca; człowiek potrafił kochać Boga i ludzi do końca, w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie do końca. Radość dla nas, bo Jezus nas zbawił, to znaczy uratował od rozpaczy. Przekazał tajemnicę mocy zranionej, doświadczonej miłości, nauczył jak czerpać ze skarbu cierpienia, zrodzonego z ducha miłości.
Spotkania na Drodze Krzyżowej zapraszają do wspólnej wędrówki z Jezusem w każdym, nawet tym najtrudniejszym, momencie życia, bez lęku, w poczuciu bezpieczeństwa, z pełnym zaufaniem nawet wtedy, kiedy plany Boże są trudne do zrozumienia: „Jeśli nie wiesz dokąd iść, sama cię droga poprowadzi". Jedynie dzięki wierze można w krzyżu dostrzec nie martwe drewno, ale drzewo życia, które wciąż rodzi owoce dobra i miłości, a jego soki są źródłem życia i nadziei na odrodzenie. Jezus stale i cierpliwie, delikatnie, w poszanowaniu naszej wolności, z miłością zapewnia, że droga przebyta z Nim jest drogą ku wolności i zbawieniu: „Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36}.
{audio autostart}images/stories/mp3/Lament duszy.mp3{/play}

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

05083Chrześcijanin jest powołany do jedności z Chrystusem w radości i cierpieniu. Święty Jan Paweł II pragnął, byśmy umieli rozpoznać i przyjąć wezwanie Boga, który każe nam „być twórcami pokoju poprzez ofiarę naszego cierpienia”.

Dzień wspomnienia objawień Matki Najświętszej w Lourdes św. Jan Paweł II ustanowił Światowym Dniem Chorego. Prośmy dzisiaj Maryję, by wyjednała każdemu wierzącemu dar niezłomnej wiary. Dzięki Niej moce zła, nienawiści i niezgody zostaną rozbrojone przez ofiarę ludzi słabych i chorych.

Zapytajmy samych siebie, jak to mądrze i pięknie uczynił niegdyś średniowieczny mistyk: Kto w życiu doczesnym jest wolny od cierpień? Mamy odpowiedź: Zaprawdę, nikt na całym obszarze ziemi! Nie zapobiegają temu ani zamki warowne i obronne miasta, ani też purpura królewska i bogate szaty. Czy mamy świadomość powszechności zjawiska zwanego cierpieniem?

Cierpienie bez Chrystusa nie ma większego sensu i trudno je zrozumieć, za to znoszone z Chrystusem ma inny wymiar i przynosi błogosławione owoce. Jak my znosimy swoje rozmaite cierpienia duchowe i cielesne? Z Bogiem czy jakby Boga nie było? Czy cierpienie nas buduje, czy raczej poniża w naszym człowieczeństwie? To zależy w dużej mierze od nas samych. Potrzebna jest ufna modlitwa o umiejętne znoszenie cierpienia, które kiedyś na nas przyjdzie. Trzeba dostrzec w nim wymiar zbawczy. Pomoże nam w tym nasze pokorne błaganie skierowane do Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela świata i człowieka. „Cierpienie jest w świecie po to, ażeby wyzwalało miłość, ażeby rodziło uczynki miłości bliźniego, ażeby całą ludzką cywilizację przetwarzało w cywilizację miłości” – to stwierdzenie Ojca Świętego Jana Pawła II.

Ksiądz Kazimierz Bukowski w 1999 roku w Krakowie-Łagiewnikach powiedział do chorych: „Zbliżała się papieska wizyta duszpasterska w Ojczyźnie w roku 1991. Nareszcie w niepodległym kraju – od czasu wybuchu II wojny światowej. Nauczycielka-emerytka bardzo cieszyła się z tego powodu, że będzie mogła w niej uczestniczyć poprzez transmisje radiowo-telewizyjne podawane w pełniejszym wymiarze. Nagle radość pani Marii prysła jak bańka mydlana. Upadła tak nieszczęśliwie w swym mieszkaniu, że złamała kość biodrową. Kilka dni przed operacją i na czas pielgrzymki papieskiej znalazła się w szpitalu. W niezbadanych wyrokach Bożych na szpitalnym łóżku przeżywała cały okres pobytu Ojca Świętego w kraju.

Znajomi, którzy odwiedzali panią Marię w szpitalu nowohuckim, byli zdumieni jej nadzwyczajną pogodą ducha. Wreszcie ktoś zapytał ją o przyczynę wewnętrznego spokoju. To bardzo zwykłe – odpowiedziała. – Po prostu ofiarowałam swe cierpienie za Ojca Świętego. I za pomyślność jego misji w niepodległej Ojczyźnie”. „Życie biegnie obok chorych. Świat chorych jest innym światem. Czas liczy się inaczej. I nie ma tu pogody. Kto znajduje się wewnątrz tego świata chorych, już nie wie, jak toczy się życie na zewnątrz, nic nie wie o tych, którzy są wewnątrz. Ci, którzy są wewnątrz, są całkiem «na zewnątrz». Jaki jest nasz stosunek do nich?”.

Marquerite-Marie Teilhard de Chardin pisze: „Dla większości chorych noc jest wrogiem. Są chorzy, którzy nieprzerwanie muszą znosić wielkie cierpienie; noc potęguje ich mękę, a wymuszony spokój, który i tak już wydaje się im zbyt długi, ciągnie się w nieskończoność… Brak światła dziennego niepokoi nas, ponieważ w pewnej mierze daje nam przeczucie nieobecności Boga, to znaczy nieobecności życia. Trzeba liczyć się z chwilowym zaciemnieniem wiary”.

Wielu wyznawców Chrystusa stara się modlitwą, wypowiadaną ustami i sercem, być blisko Pana Boga. Do nich należy między innymi wielka rzesza chorych, z których część jest zrzeszona w Apostolstwie Chorych. Kolejny Światowy Dzień Chorego, który dziś obchodzimy, to dzień szczególnej pamięci o chorych całego świata i dzień rachunku sumienia z naszej postawy wobec ludzi chorych i cierpiących w najbliższym otoczeniu.

Początek strony