Rok obrzędowy

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

18012105W niedzielę po uroczystości Objawienia Pańskiego przypada święto Chrztu Pana Jezusa. Zamyka ono okres świętowania Bożego Narodzenia.

Kościół przenosi nas w początek publicznej działalności Jezusa Chrystusa. Ewangelia ukazuje nam Jezusa z Nazaretu jako umiłowanego Syna Ojca, namaszczonego przez Ducha Świętego, który Nań zstąpił. Zgodnie z polską tradycją zostajemy jednak jeszcze przy świątecznych wystrojach domów, świątyń aż do Matki Boskiej Gromnicznej. W środę z trzema Mędrcami przyszliśmy oddać hołd Dzieciątku, Bogu, który się nam objawił. Zostańmy więc jeszcze dziś w świątecznym zamyśleniu. Tak potrzebna jest mi chwila, aby być sam na sam przy bezbronnym Bogu, przy Matce adorującej Boga - swego Syna, przy Józefie zadziwionym tajemnicą. Rodzi się wtedy w myśli człowieka modlitewne pytanie: - Panie mój, dlaczego narodziłeś się wtedy, za czasów Augusta, Kwiryniusza i Heroda? Dlaczego tak dawno, a nie teraz? Zobacz, Panie, przecież teraz byłoby wszystko inaczej. Przyszedłeś do swoich, a swoi Cię nie przyjęli (por. J 1, 11). Dziś są hotele, domy noclegowe, ludzie są bardziej cywilizowani, pewnie nie musiałbyś odchodzić za miasto i urodzić się w grocie pasterzy. Dziś są szpitale, są dyżury w szpitalach, jest opieka nad matką i dzieckiem, nie musiałbyś uciekać przed Herodem i jego żołdakami do obcej ziemi. Są obserwatoria astronomiczne.

Dziś wszyscy mogliby zobaczyć nową gwiazdę, znak, że się Chrystus narodził. Są mapy, informacje turystyczne, oznakowania dróg. Trzej Mędrcy znaleźliby spokojnie Betlejem i dom, w którym przebywałeś. Zobacz, mamy radio, telewizję. Moglibyśmy nagrać, sfilmować Twoje narodzenie, Twój płacz, modlitwę Twej Matki. W świątecznych gazetach byłoby na pierwszej stronie kolorowe zdjęcie Dzieciątka, szczęśliwej Matki i zamyślonego nad tajemnicą Józefa. I wszyscy by uwierzyli, że jesteś Bogiem z nami. - Tak sobie myślę, tak z Bogiem rozmawiam, tak się modlę przy mojej choince, w ciszy mojego domu, gdy brzmią mi w uszach echa polskich kolęd, i słucham Cię, Panie, co mi do serca powiesz.

Dziecko moje, tak Mnie pocieszasz. Dajesz Mi tyle kuszących propozycji, ale pomyśl: przecież przyszedłem do was po wielkiej tęsknocie Adwentu, kiedy wypełniły się czasy i Słowo Ojca dane jako obietnica stało się ciałem. Nie dziw się memu biednemu narodzeniu. Przyszedłem, aby służyć, a nie po to, aby Mi służono (por. Mt 20, 28). Dlatego nie zmąciłem niczym biegu historii i spokoju tamtej nocy. Przyszedłem do was, kiedy wszystko pogrążone było w głębokim śnie. Mówisz, że dziś są hotele, domy noclegowe, ludzie lepiej mieszkają, ale pomyśl, czy w którymś hotelu, czy w którymś domu przyjęliby Józefa i kobietę spodziewającą się dziecka? Powiedz sam, gdyby zapukali do twojego mieszkania w wigilię, czy chciałbyś sobie wziąć na święta taki kłopot? "A może Ona dziś urodzi i co wtedy?" I tak musieliby iść za miasto, gdzie nie ma ludzi, To prawda, są szpitale, są dyżury w szpitalach, jest opieka nad matką i dzieckiem. Zapewniasz Mnie, że dziś byłbym bezpieczny przed Herodem i jego żołdakami. A powiedz, ile w twoim czasie zabili dzieci? Myślisz, że dla Mnie uczyniliby wyjątek, gdy wojny nie ustały i tyle zabitych, tyle sierot, tyle kalek, a Herodów i jego żołdaków jeszcze więcej niż wtedy? Oczywiście, macie obserwatoria astronomiczne, ale gdy po niebie lata tyle sputników, cóż znaczy jedna gwiazda więcej! Naznaczyliby ją na mapie nieba, daliby jej nazwę i nikt by do tego nie przywiązywał większego znaczenia. Tak, macie mapy, informacje turystyczne, drogowskazy, ale gdy pośród twoich czasów tylu mędrców ze wschodu i z zachodu podróżuje po ziemi, i mają tak rozliczne i ważne sprawy, czy znalazłbyś takich trzech, którzy by chcieli oddać pokłon Dzieciątku? Tak, macie radia, telewizory, czasopisma, ale pomyśl, czy w świątecznych programach, w których prezentuje się tyle gwiazd, w których leci tyle programów rozrywkowych, muzyki, chciałby ktoś patrzeć na szare zdjęcie stajenki? Czy nie denerwowałby was płacz Dziecka i żałosny śpiew mojej Matki? A gdyby nawet tak było, sądzisz, że wszyscy by uwierzyli, że Pan Bóg się narodził? - Spuszcza wtedy człowiek coraz niżej głowę i czuje się zawstydzony. Matko Boska z Betlejem, z Jasnej Góry, daj mi na ręce choć na chwilę

Dzieciątko, nie bój się, nie uczynię Mu krzywdy. Matko, kocham Cię za to, że masz tyle zadziwienia, że masz tyle matczynego kochania Boga - Twego Syna. Józefie dobry, dlaczego nic nie mówisz? Czekasz na lepsze sny? Kochany jesteś, że prowadziłeś Maryję pod rękę i szukałeś dla Niej miejsca. Nie zostawiaj Dzieciątka ani Jego Matki. Dzieciątko moje, Boże mój wielki, nóżki Twoje całuję, do serca je przytulam i oddechem Cię ogrzewam. Czujesz? Nie płacz. Rośnij szybko. Ty jesteś wszystkich i moim Bogiem.

Dla niewidomych

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s
Po sylwestrowych radościach obudźmy się, obudźmy się, bo Nowy Wiek się zaczął i Nowe Tysiąclecie. To nam właśnie Bóg pozwolił doczekać przełomu czasów, wieków, lat i tysiącleci, więc: W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. Niech się wszystko dobre zacznie, niech się wszystko dobre stanie. Amen.

Minęły Święta Bożego Narodzenia. Łamaliśmy się opłatkiem, dzieliliśmy się dobrocią. Na Pasterce zdziwieni maleńką Miłością, która się nam narodziła prosiliśmy: Podnieś rękę Boże Dziecię, Błogosław Ojczyznę miłą. Chcieliśmy się cieszyć radością Sylwestrową, i w Bogu mieć nadzieję, że Nowy Rok Pański 2016 będzie dobry. Z trzema królami złożyliśmy Dzieciątku: Złoto - naszych dobrych uczynków i chęci, Kadzidło - naszych modlitw, i Mirrę ludzkiego cierpienia i naszych krzyżów. Stosowna jest dziś chwila; aby człowiek mógł spojrzeć w miniony rok. Był trudny, bogaty w wydarzenia, historyczny, ciekawy, ale odszedł. Każdy z nas ma również swoje ważne dni: śmierć i pogrzeb kogoś bliskiego, ślub, narodziny i chrzest, nowe mieszkanie, udany zakup, zdany egzamin, promocja, dyplom, nowa praca, spowiedź i nawrócenie, sukces i niepowodzenia. Niektóre z tych zdarzeń chcielibyśmy zapomnieć; niektóre ślady za sobą zatrzeć, dlatego świętują ludzie pożegnanie starego roku i powitanie nowego. Jedni bawią się na balach sylwestrowych - strzelają szampany - tańczą, upijają się. Inni tęsknią samotni, jeszcze inni się modlą, ale wszyscy pragną, aby nowy rok był dobry, aby był lepszy. Tak szybko mija noc sylwestrowa. Uciekają święta i trzeba nam spojrzeć w przyszłość.

DSC08853

Tego się boimy. Dobrze, jeśli ktoś umie marzyć albo patrzeć przez kolorowe okulary. Ale widzimy zubożenie rodzin, obawy rolników, biedę najniżej uposażonych, wzrastającą przestępczość, złodziejstwo, bandytyzm, zdziczenie obyczajów, cwaniactwo żerujących na biedzie. I jak mam się znaleźć w tej najbliższej przyszłości? Przekroczyliśmy próg Nowego Wieku, nie chcemy oglądać się wstecz, bo przeszłość znamy. Uczeni historycy, statystycy przypomną nam najważniejsze wydarzenia, najciekawszych ludzi. Wystarczy! Ciekawsza jest dla nas przyszłość, ale to zajęcie dla proroka lub wróżbity. Ciekawi jesteśmy, jaki będzie świat, jaka będzie Polska, jaki będzie Kościół w przyszłości? Świat, który nadchodzi, albo będzie Chrystusowym, albo go w ogóle nie będzie.

Więc jaka będzie ta Europa? Będzie chrześcijańska, jeżeli my, chrześcijanie, podejmiemy orędzie krzyża. A krzyż ma na całą Europę ramiona. To wybór ludu. Mogę wybierać dobro, odrzucać zło. Więc jaka będzie ta Polska? Jaka w niej będzie kultura? Jacy my będziemy? Kultura będzie multimedialna, telewizyjno-gazetowa, dla leniwych w myśleniu.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

10Z082"A UJRZAWSZY GWIAZDĘ... UWIERZYLI... ODDALI MU POKŁON ZŁOŻYWSZY... ZŁOTO... KADZIDŁO I MIRRĘ... I INNA DROGĄ UDALI SIĘ DO SIEBIE".

Wpatrujemy się dziś w kolejne postacie  zdążające do Betlejem. Nad Jerozolimą rozbłysła chwała. Gwiazda prowadzi Mędrców, którzy mają określone zadanie. Docierają do Nowonarodzonego, oddają Mu pokłon i wracają do siebie.

To barwne ewangeliczne przesłanie dotyczy przede wszystkim tego, że Chrystus został objawiony wszystkim narodom, a nie tylko Narodowi Wybranemu. Uwypukla to święty Paweł Apostoł, zaznaczając, że zbawienie stało się także udziałem pogan, czyli tych ludzi, którzy nie znali Jahwe - Jedynego Boga, który objawił się Izraelitom. Tę prawdę znamy i wciąż ją zgłębiamy. I oto Jezus, Bóg Wcielony, objawia się wszystkim narodom. Ta prawda jest niezwykle istotna, poszerza bowiem granice zbawienia. Skoro wszyscy mają prawo wierzyć w Boga, to należy zanieść Ewangelię wszelkim ludom. Dlatego chrześcijaństwo nie jest zamknięte w sobie, lecz otwiera się na wszystkich ludzi. A skoro tak, to misyjny charakter naszego Kościoła winien być wciąż zgłębiany. A czy tak jest? Ileż to razy nawet nie wiemy, co się dzieje w sąsiedniej parafii, a cóż dopiero w diecezji, w innych Kościołach lokalnych, w Kościele we wszystkich krajach świata! Charakter misyjny winien mieć każdy Kościół lokalny, każda diecezja, każda parafia, a idąc tym tropem - każda wspólnota parafialna, każda rodzina. Stanie się to wówczas, gdy każdy wierzący za przykładem bohaterów dzisiejszej uroczystości - Trzech Mędrców - podąży za gwiazdą, pokłoni się Dziecięciu, złoży dar swego życia, ominie „Herodów” i powróci do swojej ojczyzny, aby tam głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu.

Panie, ukaż mi drogę do Ciebie. Kogo mam pytać o drogę do Boga? Bezbożnik mnie okłamie, sceptyk - ośmieszy, agnostyk - zlekceważy. Tylko ugrzeczniony oszust będzie mi świadczył usługi: Dowiadujcie się pilnie o Boga, a gdy Go znajdziecie, wróćcie do mnie, ja też chcę oddać Mu pokłon. Spotkałem w życiu tylu dobrych ludzi. Tłumaczyli mi, opowiadali, pokazywali, prowadzili drogą do Boga. To może czynić tylko człowiek dobry. Tego nie potrafią niektórzy uczeni ani królowie, ani kapłani, ani prorocy, ani wróżbici. To potrafi dobra mama. Moja najlepsza katechetka, nauczycielka i kaznodziejka. Wskazała ręką i powiedziała: Patrz, tam jest Pan Bóg. Panie mój, jak dojść do Ciebie? Wskaż mi najkrótszą drogę. "Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze Mnie". Jakie to proste, a ja szukałem, pytałem i myślałem, że można inaczej.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

wido_53Dziś jest niedziela, a w niej Święto Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Wszyscy jesteśmy po rodzinnych świętach Bożego Narodzenia. Ludzie jechali tysiące kilometrów, aby spotkać się z rodziną, aby połamać się opłatkiem, a to wszystko jest rodzinną miłością. Dobrze jest też wrócić po Pasterce do domu, zapalić światła na choince, włączyć kolędę ze śpiewem Aniołów i zamyślić się nad tajemnicą tej Jedynej Rodziny.

Mój Boże! Jak to dobrze być w rodzinie. Jak dobrze mieć kogoś, kto kocha, kto jest mądry i dobry. Przecież tak się zaczyna wiara człowieka. Wierzę w Boga, bo jest mądry i mocny jak Ojciec, bo jest dobry jak Matka. Gdyby nie Mama i Tata, nie zrozumiałbym nigdy przebaczenia. Mama i Tata przebaczali mi, więc do Boga też wołałem: Ojcze, przebacz! Zgrzeszyłem przeciw niebu i przeciw Tobie. Bądź miłościw mnie grzesznemu!

„Nie ma jak u mamy, cichy kąt ciepły piec…” - słowa tej piosenki wprowadzają nas w tajemnicę „domowego ogniska”. Jednakże nie w każdym domu jest kominek, kuchnia z paleniskiem, piec. W takim wypadku domownicy muszą uruchomić wyobraźnię, aby pojąć porównanie rodzinnego szczęścia do ogniska, przy którym zbiera się rodzina. Ale w wielu wypadkach jest i tak, że jest kominek, jest piec, jest i kuchnia pod którą buzuje ogień, ale co z tego, skoro miłości w tym domu nie ma? A jak nie ma miłości, to znaczy, że nie ma także szczęścia, nie ma Boga… Nie ma idealnych rodzin. Są tylko dobre, są trudne i są nieszczęśliwe. Nie ma jedynej i pewnej recepty na szczęśliwą rodzinę. Jedno jest pewne, że gdybym nie kochał, byłbym jak miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący. Miłość nigdy nie ustaje, bo Bóg jest Miłością.

O, jak łatwo stracić ducha w rodzinnej codzienności! Ile tam się kryje kłopotów! Nieposłuszne dzieci, nieporadni starcy, zrzędliwa żona, stale nieobecny mąż… A przecież u podłoża rodziny leży ślub - w obecności Boga młodzi ślubowali sobie miłość. Ale ją tak łatwo zgubić… Wtedy traci się z horyzontu sens tego wszystkiego, co spotyka rodzinę w codziennym życiu. Można powiedzieć, że rodzina traci ducha. Cóż wtedy czynić? Trzeba podpowiedzieć, żeby małżonkowie zrobili tak, jak radzi Syracydes i Prawo - powierzyć swoje sprawy Bogu.

Obraz rodziny wciąż się zmienia. Jesteśmy świadkami, jak próbuje się zniszczyć chrześcijańskie pojęcie rodziny jako matki, ojca, dzieci, dziadków... Coraz więcej jest sytuacji niepokojących. Rodzina jest zagrożona szkodliwym oddziaływaniem wielu mass mediów. Skąd bierze się ta niewiarygodna zawziętość wielu ludzi, aby rozbić małżeństwo, rodzinę? Do jakiego stopnia można głosić idee wolności nawet za cenę szczęścia żony, męża, dzieci? Trzeba wciąż poszukiwać sensu życia w rodzinie chrześcijańskiej. Trzymamy się ewangelicznych zasad życia w rodzinie. Są one trudne, ale zapewnią nam to trwanie przy Chrystusie. Trzeba wciąż szukać siebie w rodzinie - odnajdywać swoje określone role. Trzeba wciąż powierzać sprawy naszych rodzin Bogu - tak jak Maryja i Józef.

Rodzina jest wtedy silna, kiedy Bóg jest w niej na pierwszym miejscu. A wówczas wszystko inne funkcjonuje normalnie: praca, odpoczynek, domowe zajęcia, TV, Internet, spotkania, rozmowy, planowanie. W chwilach jakichkolwiek nieporozumień w rodzinie, różnicy zdań, kryzysu - trzeba iść do świątyni i powierzyć się Bogu. A potem wrócić do domu i wraz ze wszystkimi wzrastać dzień po dniu w mądrości i bojaźni Bożej.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

09Z081Drugi dzień świąt Bożego Narodzenia to wspomnienie świętego Szczepana - pierwszego męczennika. Zmęczeni jesteście świątecznymi przygotowaniami i świętowaniem. Niech dzisiejszy dzień będzie okazją do poświątecznej refleksji.

Jeżeli porównamy wczorajsze uroczyste święto z dzisiejszym, to na pierwszy rzut oka wydaje się, że te święta nic nie łączy. Wczoraj święciliśmy dzień urodzin, dziś dzień śmierci; wczoraj staliśmy wobec nowonarodzonego Zbawcy, dziś przed pierwszym męczennikiem; wczoraj patrzeliśmy na radość pasterzy, dziś na nienawiść, brak miłości. Wczoraj rozbrzmiewała radosna pieśń aniołów, dziś chichot piekła, gotującego się do walki. Pomimo przeciwstawieństw te święta mają też cechy wspólne. Wczoraj obchodziliśmy narodziny Zbawiciela, i dziś także obchodzimy urodziny dla nieba. Dzień śmierci jest dniem narodzin. Życie na ziemi to tylko pielgrzymka, życie wieczne jest naszym celem. Otrzymaliśmy życie aby nie tylko żyć na ziemi, ale przede wszystkim w wieczności. Nie najważniejsze są pierwsze narodziny, kiedy rozpoczyna się życie ciała, lecz narodziny drugie, kiedy nasza dusza żyje dla Boga. Jednak przygotowanie do drugich narodzin jest najważniejszym dziełem naszego życia. Śmierć świętego Szczepana uwieńczyła pracowite przygotowanie do życia dla Boga. Aby znać wartość prawdy, trzeba za nią cierpieć, choćby tylko trochę. W przeciwnym wypadku pozostaje ona zbiorem słów, określonym systemem myślenia, jakąśwydumaną przez siebie lub kogoś innego ideą, która nie wnosi nic szczególnego w życie. I oto wpatrujemy się w Szczepana, diakona, który za Prawdę oddał życie. Co więcej, nawet specjalnie się nie bronił, nie uciekał przed oprawcami. Dlaczego tak się stało? Dlaczego ci Żydzi ukamienowali Szczepana? Dlaczego Kościół podaje nam dzisiaj ten tekst z Dziejów Apostolskich? Przecież trwamy w radości Narodzenia Bożego Syna! Bo Jezus jest Prawdą, którą wyznajemy swym życiem. Wielu zaś chrześcijan oddało za Chrystusa swoje życie.

Jest jeszcze inny aspekt owego fragmentu Nowego Testamentu - owo niezwykłe zacietrzewienie Żydów z synagogi Libertynów, Cyrenejczyków, Aleksandryjczyków oraz pochodzących z Cylicji. Jakże to możliwe, aby wierzący w Boga ludzie tak znienawidzili Szczepana? Oprócz względów doktrynalnych (on uwierzył, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem - oni zaś byli wrogami wyznawców Chrystusa) były też inne, te ludzkie. Zapewne kierowało nimi chorobliwe uczucie zazdrości, że ów diakon, „pełen łaski i mocy, działał cuda i znaki wielkie wśród ludu”. A może także i to, że obawiali się o swoje pozycje wśród ludu. Wszak wielu Żydów uwierzyło w Jezusa i przyjęło chrzest w Jego Imię.

Męczeństwo Szczepana jest dowodem na to, że dla niego Jezus był prawdziwym Mesjaszem, dla którego warto poświęcić swe życie, a nawet przelać krew. Jezus przygotowywał swoich uczniów, że mają być gotowi na prześladowania. Zapewnił, że „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”. Szczepan wytrwał do końca.

Podobnie i my za przykładem świetego Szczepana winniśmy wytrwale rozwijać i umacniać naszą wiarę i miłość, aby być przygotowanym do chwili przejścia do życia w wieczności. Trzeba przyjrzeć się dokładnie świętemu Szczepanowi. Nie jego diakońskim szatom ani temu, kto włożył na niego ręce, ani na to, czy przygotowywał się do święceń kapłańskich. Trzeba zobaczyć i „dotknąć” Prawdy: kogo on ukochał aż do męczeństwa. I takiego Diakona trzeba naśladować. Mają to czynić wszyscy ochrzczeni: świeccy i duchowni.

Początek strony