Rok obrzędowy

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

16834170Jak przed każdym świętem, już dużo wcześniej robimy porządki - tym razem na grobach bliskich. Chryzantemy złociste, białe, karminowe, zielone gałązki sosnowe i znicze kolorowe. Wszystko po to, by nie tylko tradycji zadość się stało, ale ważne, by sercem pamiętać o tych, którzy przykładem nam byli i o tych, którzy grzeszyli. Choć człowiek zabiegany, zapalając lampion ma czas na modlitwę, zadumę, refleksje, wspomnienia, spotkania z krewnymi małymi, którzy są już dużymi, z dużymi, którzy są już starymi i z samym sobą...Może wewnątrz własnej duszy tez zrobi porządki?

Jeśli stajesz nad grobem matki, ojca, nauczyciela, gdy w zadumie wspominasz imiona tych, którzy nas uprzedzili, to pomyśl, ile to jeszcze człowiekowi trzeba, aby stać się nowym człowiekiem. Załatw jeszcze swoje sprawy z ludźmi, bo jak się z nimi spotkasz w niebie? Naucz się jeszcze Bogu zawierzyć wszystko, i to całym sercem, bo nie będziesz miał życia w sobie. Naucz się jeszcze kochać Boga całym życiem, bo cóż będziesz robił w niebie? I nie ustań w drodze, bo zbierze nas Bóg ze wszystkich krańców ziemi, i rozraduje się pustynia, i zakwitnie pole, i przyjdziemy na świętą górę z radosnym śpiewem i ze szczęściem na twarzach, i tam się spotkamy, i stanie się niebo.

Dzień Wszystkich Świętych jest radosną uroczystością. Dziś Bóg jest uwielbiony w swoich Aniołach i w swoich Świętych. Pójdę na cmentarz, zaniosę kwiaty, złożę je na grobach moich bliskich i kochanych. Zapalam znicze, modlę się, płaczę, milczę i zamyślam się. Zachodzi słońce, coraz wyraźniej widać w mroku cmentarne światła, szeleszczą liście opadłe, cichutko szumią drzewa jakąś żałobną melodię, deszcz płacze. Co ja tu robię? Po co ja tu przyszedłem? Szukam miejsca, gdzie mnie położą. Czy przyjdzie ktoś na mój pogrzeb? Niech tylko przemówień nie głoszą. Niech mi nie życzą strasznie: Niech ci ziemia lekką będzie. A w ogóle, jeśli życie moje ma się skończyć trumną, pogrzebem i grobem, to nie warto żyć. Boję się śmierci, bo nie wiem czy to jest duszno, czy ciemno, i czy boli? Więc nie wiem, czy kochać życie, czy uciec od niego? Stracić życie dla innych, czy je zachować dla siebie? Boże, co ja tu robię? O czym ja myślę? Zapomniałem się, w myślach się zgubiłem, ja cmentarny wędrowiec. Pewnie wszyscy patrzą na mnie. Jak ja wyglądam bezbożny na Ziemi Świętych. Czymże ja jestem przed Twoim obliczem? Prochem i niczym. A są w niebie kwiaty? Są i wiecznie kwitną, w ogrodach i na niebieskich polanach. Są dla zakochanych, bo w niebie są tylko w Bogu zakochani. A jest muzyka? Tak, i to dobra. Takiej ucho nie słyszało. Tam jest tylu muzyków, solistów, artystów i siedem chórów anielskich. Na pewno nie ma diabelskiej muzyki. To nie tu! A są wesela? Na szczęście nie ma. Tam się nie żenią ani za mąż nie wychodzą, bo są jako Aniołowie Pańscy. Za to wszyscy są zakochani w Miłości, która się nie kończy. I wszyscy są piękni, bo do Pana Boga podobni. Muszę być świętym. Chcę być w niebie, bo tam jest moja Matka. Matka nas Wszystkich Wierzących. Tylko, jak ja się zachowam, gdy Ją spotkam? Moje sieroce Wytęsknienie! Co ja Ci powiem, moja wypłakana i niespełniona Miłości? Nic nie mów. Tu się nie mówi, tu się tylko wiecznie kocha, bo tu już jest niebo.

ODPUST ZA WIERNYCH ZMARŁYCH

Odpustu zupełnego, który może zostać ofiarowany wyłącznie za dusze w czyśćcu, udziela się wiernemu, który: W poszczególnych dniach od 1 do 8 listopada pobożnie nawiedzi cmentarz, i przynajmniej w myśli pomodli się za zmarłych. W dzień wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych nawiedzi pobożnie kościół lub kaplicę i odmówi tam „Ojcze nasz” i „Wierzę w Boga”.

WARUNKI UZYSKANIA ODPUSTU ZUPEŁNEGO

Stan łaski uświęcającej, (czyli niekoniecznie trzeba się spowiadać w dniu, w którym chcemy uzyskać odpust). Przyjęcie Komunii Świętej. Modlitwa w intencjach papieża, (czyli nie za Niego, ale w tych intencjach, jakie On wyznacza - nie trzeba ich znać, wystarczy wzbudzić w sobie takie pragnienie i odmówić dowolną modlitwę). Brak przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet powszedniego. Spełnienie dzieła naznaczonego odpustem zupełnym, (jeśli tym dziełem jest nawiedzenie kościoła lub kaplicy to należy również odmówić „Ojcze nasz” i „Wierzę”).

Dla niewidomych
 
0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

16834189W dniu Wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych, zwanym Dniem Zadusznym, myśl nasza kieruje się ku niebu, gdzie są wszyscy święci, ale i nasi drodzy zmarli, którzy nas poprzedzili w ziemskim pielgrzymowaniu do ojczyzny niebieskiej. Po śmierci jest Sąd, następnie niebo albo piekło. Zadajmy sobie pytania: Czy będę w niebie? Czy będą tam mój ojciec, moja matka, moje rodzeństwo, najbliżsi i przyjaciele, których na ziemi kochałem? A może grzech ciężki oddziela mnie od Boga?

Śmierć może nadejść niespodziewanie jak złodziej. Wprawdzie psalmista mówi, że miarą naszego życia jest lat 70 albo 80, gdy mocni jesteśmy, ale - jak wykazuje proste doświadczenie życiowe - nie wszyscy mogą doczekać tych lat. Czasami nawet kilkuletnie dziecko zostaje wezwane przez Pana i musi opuścić ziemski padół. Głęboko wierzymy w świętych obcowanie i ciała zmartwychwstanie, w życie po życiu. Wierzymy, że sam Chrystus Pan przyjmie nas kiedyś do siebie, bo sam to obiecał w słowach: "Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę. Ja jestem drogą i prawdą i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie" (J 14,2-4.6; 11,25). Oby w chwili pożegnania się z tym światem każdy z nas mógł powiedzieć za św. Pawłem: "W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia (2 Tm 4,7-8).

W Dzień Zaduszny wszyscy nawiedzamy nasze cmentarze. Składamy kwiaty na grobach, zapalamy znicze i modlimy się za tych, którzy wbrew nadziei odważyli się być mocni, za tych, którzy żyją, choć "Zdało się oczom głupich, że pomarli. Szukamy na cmentarzach ludzi świętych, którzy wśród nas żyli, cierpieli i pracowali, naszych przodków, tych, którzy zmarli bardzo dawno temu, i tych, których odprowadziliśmy na miejsce spoczynku w ostatnich miesiącach, tygodniach i dniach.

Kiedy patrzymy na tablice nagrobne, czytamy imiona i nazwiska naszych zmarłych, to odnajdujemy ludzi cichych, którzy zwyczajnie i bez rozgłosu przeszli przez ziemskie życie, odnajdujemy ludzi miłosiernych, którzy wykonywali dzieła charytatywne dla najbardziej potrzebujących, tych, którzy wprowadzali pokój i cierpieli prześladowanie dla sprawiedliwości, walcząc chociażby z żołnierzami radzieckimi w 1920 roku i wojskami hitlerowskimi w czasie drugiej wojny światowej. Ze szczególnym wzruszeniem modlimy się za tych, o których pisał Konstanty Ildefons Gałczyński, że "prosto do nieba czwórkami szli", i za tych, którzy - jak to pięknie wyraził nasz wieszcz narodowy doby romantyzmu Juliusz Słowacki - "na śmierć idą po kolei jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec". Wspominamy kapłana-męczennika księdza Jerzego Popiełuszkę, bohatera lat osiemdziesiątych. Zechciejmy również pamiętać o poległych robotnikach Poznania z 1956 roku, Gdańska z 1970 roku i o zabitych górnikach kopalni "Wujek" po wprowadzeniu stanu wojennego.

Modlitwą pragniemy ogarnąć wszystkich, którzy spoczywają na naszym cmentarzu parafialnym i na wszystkich cmentarzach świata, a także tych, którzy spoczywają poza cmentarzami. Modlimy się za tych, o których nie możemy jeszcze powiedzieć, że są zbawieni. Modlimy się my, którym Pan Bóg daje jeszcze czas na zasługiwanie, pod przewodnictwem kapłana składamy Bogu Najwyższemu Ofiarę czystą, świętą i doskonałą, Ciało i Krew Pańską jako ofiarę przebłagania, i wołamy z całym Kościołem: Dobry Jezu, a nasz Panie, oto my dziś prosimy za nich, daj im wieczne spoczywanie. Śmierć jest faktem, który dosięga wszystkich - od papieża do najbardziej przeciętnego człowieka. W Księdze Koheleta czytamy, że wszystko ma swój czas, jest czas rodzenia i czas umierania. Szybko przemija postać tego świata, ale, posłużmy się słowami prefacji za zmarłych: "w Nim zabłysła dla nas nadzieja chwalebnego zmartwychwstania i choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci, znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności. Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie". Chcielibyśmy też powiedzieć za św. Augustynem: "Stworzyłeś nas, Panie, ku sobie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie" (Wyznania) i powtórzyć słowa Henryka Sienkiewicza z powieści Quo vadis?: "Idę do Ciebie, Panie, bom się napracował wiele". Czuwajmy, bo nie znamy dnia ani godziny, w której przyjdzie nam zdać sprawę Bogu z naszej wiary i naszych uczynków. Miejmy przed oczyma wizję Ezechiela, że Bóg nawet z wyschniętych  kości może wzbudzić sobie naród doskonały. Miejmy też ufność Hioba wyrażoną słowami:, „Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje i oczyma ciała będę widział Boga" (Hi 19,25-26).

Na koniec prosimy Cię, Boże, abyś odpuścił nam grzechy, dał pragnienie nieba, zachował od nagłej i niespodziewanej śmierci, uchronił nas, naszych krewnych i dobrodziejów od wiekuistego potępienia, abyś naszym dobroczyńcom dał wieczną nagrodę, wieczny odpoczynek ofiarom wypadków, wojen i katastrof, aby dusze zmarłych aniołowie zaprowadzili do raju. Prosimy Cię, Boże, abyś pozwolił nam radować się w chwale powstania z martwych.

Dla niewidomych

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

10161

"Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, stalibyśmy się narodem wolnym już teraz. Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj. Prawda kosztuje dużo, lecz wyzwala”. Ksiądz Jerzy Popiełuszko

Mówić o KSIĘDZU JERZYM POPIEŁUSZCE teraz, to zbyt bolesne. Trzeba przy kościele Świętego Stanisława Kostki na Żoliborzu zamyślić się, uklęknąć z modlitwą i ucałować granitowy głaz krzyża na grobie zamordowanego Kapłana.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko urodził się czternastego września 1947 roku w małej wiosce Okopy, w chłopskiej rodzinie Marianny i Władysława Popiełuszków. Popiełuszkowie mieli pięcioro dzieci: Jadzię, Józka, Jurka, Stasia i Tereskę. Jadzia zmarła, gdy miała rok i dziesięć miesięcy. W Wigilię Jadzia modliła się z rodziną, poprosiła o opłatek, połamała się i zasnęła na zawsze. Inne dzieciaki, wychowane w biedzie, wiedziały, co to znaczy praca na roli. Szanowały i kochały rodziców. Jurek zawsze całował rodziców w ręce. Do kościoła miał chłopczyna cztery kilometry - do Suchowoli. Był ministrantem.

Codziennie służył do Mszy świętej, a po Mszy biegł do szkoły. Ksiądz Grodzki, patrząc na chłopca, mówił: Cokolwiek będzie robił w życiu ten chłopak, będzie robił dobrze. Siedemnastego czerwca 1956 roku, jako dziewięcioletni chłopiec, przyjął sakrament bierzmowania, a wybrał sobie imię Kazimierz. W roku 1961 ukończył szkołę podstawową i został przyjęty do liceum ogólnokształcącego w Suchowoli. To było dobre liceum.

Po ukończeniu szkoły, wraz z Jurkiem, zgłosiło się do seminarium czterdziestu siedmiu chłopców. Księżmi zostało trzydziestu siedmiu. Jurka nazywali "filozof". Nie miał zacięcia do przedmiotów ścisłych. Był humanistą dociekającym prawdy. W internacie modlił się wieczorem przy swoim łóżku. Na balu maturalnym przyznał się, że idzie do seminarium w Warszawie. Chciał być blisko Niepokalanowa. Było to dla niego "najukochańsze miejsce na świecie".

We wrześniu 1965 roku rozpoczął naukę w seminarium warszawskim. Po drugim roku został powołany do wojska. Utworzono trzy jednostki kleryckie: w Bartoszycach, Szczecinie i w Brzegu. Stworzono je, aby złamać chłopców i wybić im z głowy powołanie. Jurek służył w Bartoszycach. To była bardzo dobra próba. Utwierdziła młodych kleryków w powołaniu, chociaż od politruków i kapralików dostawali w kość. Jurek stanął bardzo mocno w obronie medalika i różańca.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s
 
406Przypadające 22 października wspomnienie Św. Jana Pawła III to dobra okazja, aby przypomnieć nie tylko samą postać i nauczanie Ojca Świętego, ale także w praktyce zastosować się do jego wskazań.

Tu narodził się nasz Papież, i tu chodził po ulicach. Mieszkał w domu przy kościele, w swych rodzinnych Wadowicach. Ręce taty go huśtały, oczy brata doń się śmiały, mama zaś szeptała czule: Loluś będzie kimś wspaniałym. Właśnie został ministrantem do Mszy świętej zaczął służyć, czasem myślał kim zostanie wtedy, gdy już będzie duży. Teraz biegnie zagrać w piłkę, napastników się nie boi, więc w obronie gra najczęściej i na bramce dzielnie stoi.

Teatr także go zachwyca, świetnie czuje się na scenie, być aktorem, być artystą to dopiero jest marzenie. Chciałby uczyć się koniecznie, czytać, tworzyć i studiować. Już decyzja jest podjęta. Wkrótce wyjazd do Krakowa. Czas pożegnać Wadowice, kościół w dole, klasztor w górze, dom, przyjaciół i rodzinę odwiedzaną po maturze.

Już go wita gród królewski i uczelni stare mury. Ale co to? Nad Krakowem ciemne się gromadzą chmury. Karol zamiast czytać książki i słowików słuchać w maju, co dzień biega do fabryki, ciężka praca jest w Solwaju. W niedalekich Łagiewnikach przed obrazem klęczy w ciszy. Głos Bożego powołania  już wyraźnie w duszy słyszy. W dniu pierwszego Listopada  zaśpiewały w niebie dzwony nowy kapłan pod Wawelem właśnie został wyświęcony. Już dowiedział się co w księgach mędrcy piszą znamienici, teraz może katechizmu uczyć dzieci w Wadowicach.

Jeszcze tam nie zagrzał miejsca, a już czeka praca nowa, więc pakuje swoje książki i powraca do Krakowa. Wśród studentów ma przyjaciół, co go Lolkiem nazywają. Razem modlą się i bawią, jeżdżą w góry i pływają. Próżno opuszczony kajak, pasażera wypatruje. Już się chyba nie doczeka, bo biskupem został "Wujek". Radził sobie doskonale z rozmaitych spraw nawałem. Wkrótce pracy mu przybyło, bowiem został Kardynałem. Kościół wsparły dwa filary, w obu wielka była siła. Pierwszy to Stefan Wyszyński, zaś drugi to Karol Wojtyła. Wkrótce obaj wyruszają, aby wraz z kardynałami wybrać na konklawe w Rzymie pasterza nad pasterzami. Długie były to obrady, a gdy dym popłynął w górę, niecierpliwe tłumy wiernych ze zdumienia oniemiały. Stał przed nimi Papież Polak przybysz z kraju dalekiego. 

A w tym kraju wszyscy ludzie już modlili się za niego. Papież świat objechał cały każda mu owieczka droga. Nie oszczędzał się, bo wiedział, że taka jest wola Boga. Przyszedł wreszcie taki wieczór, gdy już wcale nie miał siły. I zrozumiał, że się właśnie losy jego dopełniły. I że Ojciec ten najlepszy w domu już na niego czeka, a Maryja patrzy czule i uśmiecha się z daleka. Dziś prosimy, aby z nieba raczył wstawiać się za nami, wiemy, że pamięta o nas i my o nim pamiętamy.

0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

06210

"Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa,
na stromej skale szczytów.
Nie wolno się zatrzymać
na żadnej tajemnicy.
Trzeba iść dalej.
Bo pełnia życia jest u szczytu".
Kard. Stefan Wyszyński

Dlaczego dziś o różańcu ? - bo rozpoczyna się październik „miesiąc, jak pisał ks. Jan Twardowski, modlitwy długiej, nieustającej, cierpliwej. (...) W cierpliwych, nerwowych dzisiejszych dniach, kiedy nikt nie ma na nic czasu, Różaniec uczy zaufania cierpliwej modlitwie, nieustępliwego trzymania się Matki Bożej”.

Różaniec w dzisiejszej formie powstał w końcu piętnastego wieku, a do jego rozpowszechnienia najbardziej przyczynili się dominikanie. Gdy 7 października 1571 roku flota Świętej Ligi (głównie hiszpańska i wenecka) pod wodzą Juana de Austria odniosła zwycięstwo nad flotą turecką Alego Paszy pod Lepanto (obecnie Naupaktos w Grecji), papież Pius V polecił obchodzić ten dzień jako święto Matki Bożej Różańcowej, ponieważ modlitwie różańcowej przypisywał odniesienie tego zwycięstwa. Papież Leon XIII w roku 1885 zlecił zbiorowe odmawianie różańca przez cały październik, a do Litanii loretańskiej włączył wezwanie: Królowo Różańca świętego, módl się za nami. Na pierwszy rzut oka odmawianie różańca może się wydać nieciekawe, a nawet nudne. Czy rzeczywiście? Sięgnijmy do prostego obrazu z życia. Obliczono, że małe dziecko powtarza wyraz "mama" około trzystu razy dziennie. Czy to się dziecku znudzi? Nigdy! A może nudzi to matkę? Też nie. Reaguje ona na każde odezwanie się dziecka. Podobnie jest z modlitwą różańcową. Maryja jest naszą Matką. Kiedy odmawiamy różaniec, chcemy być podobni do małego dziecka i dlatego często powtarzamy: Zdrowaś, Bądź pozdrowiona, Matko! Czy Maryja cieszy się z tego pozdrowienia? Na pewno tak! Jest to przecież nawiązanie do radosnego wydarzenia w Nazarecie, gdzie Anioł Gabriel oznajmił Jej, że jest "łaski pełna", a Ona przyjęła to z pokorą, nazywając siebie służebnicą Pańską.

Nabożeństwa różańcowe w ciągu tygodnia o godzinie 17:30,
a w niedziele po Mszy świętej o godzinie 18:00

Jeżeli Ona jest "łaski pełna", to my, świadomi własnej niedoskonałości, prosimy Ją: "Módl się za nami grzesznymi", abyśmy także napełnieni zostali łaską przyjaźni Bożej. Ilekroć Maryja chciała przekazać światu swoje orędzie, zjawiała się wybranym ludziom (najczęściej dzieciom) z różańcem w ręku i usilnie zachęcała do jego odmawiania. Tak było w Lourdes w 1858 r., tak też było w Fatimie w 1917 r. Z tego wynika, że modlitwa różańcowa jest dla Maryi szczególnie miła, a dla nas wszystkich bardzo skuteczna. Wyrosła ona z Ewangelii i jest jej streszczeniem.

Początek strony