0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

06Z079Przychodzi człowiek do lekarza i mówi: - Panie doktorze, to nie kawał. Mam na imię „Człowiek końca XX wieku” i jestem poważnie chory. Narzekam ciągle na władzę i niskie zarobki. Narzekam na reformę oświaty i zdrowia. Narzekam na zupę żonę, zachowanie dzieci i kaprysy męża. Boję się niepewnego jutra. Nie umiem powstrzymać się od grzechu. Szóste przykazanie zostawiłem dla wdowców, siódme dla niewidomych. Mam problemy z uczciwością w pracy i szkole. Panie doktorze! Jestem poważnie chory.

A lekarz rozkłada ręce i mówi: - Człowieku, ja ci nic nie poradzę. Ale jest ktoś, kto ma doskonałą receptę. Idź do Kościoła. Tam jest wyśmienity lekarz. - Ależ, panie doktorze! Ja tam byłem już tyle razy! Tak mi brało głowę do spania, że nie wiem co. Niedzielna Eucharystia przychodziła mi nieraz ciężej niż cały tydzień pracy a dodatkowe nabożeństwo było tylko za pokutę. - Człowieku! To nie są przelewki! Jak ci zależy na życiu idź jeszcze raz. Bo twoja choroba może być śmiertelna.
 
Drodzy kapłani, rodzice i starsi! Kochane dzieci i młodzi przyjaciele! Parafianie i goście! Jest w świątyni recepta na chorobę człowieka naszego wieku. Popatrzmy na Niepokalane Serce Maryi. W niej bowiem zawarta jest prawda o prawdziwym zdrowiu  mojego i twojego serca. Oto bowiem każda z pięciu liter, jakie składają się na słowo Matka mówi o pięciu kolejnych lekarstwach, jakie Bóg przygotował schorowanemu życiem człowiekowi.

M – oznacza miłość. Nie mamy, kochani wielkiego wpływu na władzę. Nie zmienimy dziś ustaw, paragrafów i kar. Ale jedno możemy niewątpliwie. Możemy po prostu kochać. Bóg jest miłością – mówi Biblia. Bóg jest miłością – powtarzał papież. Bądź miłością i ty. Kiedy żona zupę przypali, nie musimy od razu z widelcem na noże. Kiedy babcia już wiekowa nie od razu trzeba gasić jej nieporadne słowa. Kiedy rozbita szklanka przez niezręczne dziecko, nie od razu kazanie, wymówki i kara. Nie chodzi, przyjaciele, o cuda. Zwykły uśmiech, cierpliwość, zamknięcie wargi, kiedy przekleństwo tak blisko.

M – oznacza miłość. Śpieszmy się kochać ludzi – tak szybko odchodzą. Słowo Matka podaje nam lekarstwo numer 2. A - oznacza adorację. A cóż to jest jeśli nie uwielbienie Boga? A cóż to jest jeśli nie prawdziwa modlitwa? Nie ma żadnych szans na wyzdrowienie bez tego lekarstwa. Jeżeli Bóg jest pokojem i jeżeli usłyszymy na Mszy świętej słowa Jezusa: pokój mój daję wam, to tylko wtedy będziemy mieć pokój w sercu. jak podejdziemy do Jezusa i weźmiemy od niego łaskę pokoju. A nie podchodzi się do Boga inaczej jak tylko przez modlitwę.

Czy człowiek jest mocniejszy od szatana? Skądże! Nie człowiek, ale Bóg. Bo Bóg jest wszechmogący. I zawsze przegram z pokusą, kiedy nie trzymam się Boga na modlitwie. Bo jeśli nie idę po siły do Wszechmogącego, po co się dziwię, żem taki słaby? Czy może jeździć samochód bez benzyny? Może, ale tylko z góry i to do czasu. Tak jest z człowiekiem, który się nie modli. Nie patrz na tych, co się śmieją z kościoła. Nie patrz na tych, którym droga zarosła na niedzielną Mszę świętą. Są bogatsi? Do czasu. Nie ma zjazdu bez końca. Ty natomiast zajedź na stację Bożych paliw. Weź Bożą energię, bo kiedy przyjdzie jechać w życiu pod górę tylko Bóg może sprawić, że nie cofniesz się do tyłu.

A – oznacza adorację. Bracia i siostry. Proszę na świętą, ewangeliczną miłość Boską! Nie bójmy się zgiętych kolan. Nie bójmy się swoimi słowami mówić do Boga. Nie bójmy się przed Bogiem narzekać, dziękować i prosić. Proszę was – uwierzcie w siłę modlitwy. Nie ze względu na mój młody wiek, ale ze względu na prawdę świętej Ewangelii. Drodzy Parafianie! Słowo matka podaje nam i trzecie lekarstwo.

T – oznacza troskę. Maryja rodziła Jezusa w gorszych warunkach niż my żyjemy. Odrzucenie przez ludzi, żłób, samotność. Ale miała pieluszki, bo jak mówi święty Łukasz „skoro Go porodziła owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie”.  T – oznacza troskę o codzienny chleb, o książki dla dzieci, o ubranie dla męża o chusteczki dla babci, o porządek przed blokiem, w mieszkaniu i szafce. Zatroszczmy się o to, co takie zwykłe, a bez czego nie da się mówić o wielkich sprawach współczesnego świata. „Kto jest wierny w małej rzeczy, ten i w wielkiej wierny będzie” - mówi Jezus. I tu trzeba by zrobić rachunek sumienia. Kiedy byłem ostatni raz z rodziną na spacerze? Kiedy zapytałem o zdrowie małżonki? Kiedy usiadłem naprzeciw syna i pogadałem jak człowiek z człowiekiem? A może nawet nie wiem, ile chleb kosztuje? Bogu dzięki, że wielu z nas troszczy się o swoje bardzo, ale módlmy się dziś za tych, którzy zalali troskę o dom w rzeką obojętności, alkoholu i zdrady.

Jest i czwarte lekarstwo. K – oznacza krzyż. Pewien ksiądz spotkał kobietę w Chrzanowie. Sprzedawała w sklepiku warzywno owocowym. Kiedy ksiądz płacił za 2 gruszki zauważył, że pociąga nosem. Miała może 50 lat. „Chyba grypka chwyciła” – zażartował. Wtedy rozpłakała się na dobre. „Proszę pana! - mówi do niego – to nie grypa. 28 lat żyję z mężem a wczoraj pierwszy raz mnie zbił. Aż do dziś czuję ból kija”. „Dlaczegoż tak? – zapytał – upił się może?” „Nie – odpowiada mu kobieta – Nigdy nie pije”. „No to, co się stało?” „To ja się upijam.” Po krótkiej rozmowie powiedział jej ksiądz , że się za nią pomodli. A ona wtedy: „Może się pan pomodlić, ale ja i tak w Boga nie wierzę. Kiedyś wierzyłam, jak byłam dziewczynką. Ale zawiodłam się na Bogu. Tak bardzo prosiłam w pewnej intencji a On mnie nie wysłuchał. „Niech się pani nie martwi – mówił ksiądz – pani może nie wierzy w Boga, ale Bóg w panią wierzy!”.

Nie pomogło. Także święty Piotr nie rozumiał krzyża. Kiedy Jezus mówił, że musi cierpieć i być zabity, Piotr zaczął się dziwić i wyrzucać Jezusowi takie dziwne słowa. Tysiące Piotrów chodzi po drogach i w naszej parafii. Żyć bez krzyża. Uciekać w świat przyjemności, nieuczciwości, kombinowania. Żeby tylko się nie męczyć. Wolą ukraść niż pracować. Wolą zabić niż wychować. Wolą narzekać niż pomyśleć. Wolą nudzić się w domu niż pomóc w kościele. Nie chce się człowiekowi brać krzyża, choćby i Jezus do tego zachęcał. Bracia i siostry! Nie oszukujmy się. Krzyż – nawet najcięższy – jest dowodem na to, że Bóg cię nie opuścił. Kogo Bóg karze, tego miłuje. Boli cię coś? Jest ci ciężko? Nie możesz z nim wytrzymać? Bóg wie, że nie jest łatwo, bo nie śmiał się, kiedy wkładano Mu krzyż na ramiona. Nie płacz. Jeszcze nie narodził się człowiek, który by dźwigał większy krzyż niż potrafi unieść. K – oznacza krzyż. Zaprzyj się siebie i weź ten krzyż.

Drodzy bracia i siostry! Podejdźmy do ostatniego lekarstwa z tej Bożej recepty, która w słowie Matka.  Końcowe A – oznacza Amen, to znaczy tak jest, niech się tak stanie. To słowo Maryi, kiedy anioł Gabriel mówi, że porodzi Dziecię. To słowo Jezusa, kiedy Ojciec pragnie, by Syn umarł za nas. Tak jest, Panie. Bądź Twoja wola – nie moja. Drodzy chrześcijanie! Nie dziwię się ateistom, nie dziwię się sceptykom, nie dziwię się anarchistom, nie dziwię się pesymistom, nie dziwię się wątpiącym, ale dziwię się ludziom wierzącym. Jak to jest? Boga masz w sercu a nie możesz przyjąć Bożej woli? Powiedz Bogu „amen”, choć strajki. Powiedz Bogu „amen”, choć bezrobocie. Powiedz Bogu „amen”, choć inni się zdziwią. Powiedz, bo mówisz „bądź wola Twoja”. O prawdę walczyć trzeba, ale z Bożą prawdą człowiek zgadzać się musi. A – oznacza amen. Kochane dzieci i młodzi przyjaciele! Parafianie i goście! Człowieku z końca XX wieku.

Matka. W tym słowie lekarstwa. W tym słowie uzdrowienie. Nie wystarczy znać, trzeba zażywać i to systematycznie. Dlatego w imieniu Kościoła proszę was. Nie odrzucajcie tej recepty, nie zapomnijcie o niej a żadna choroba nie zniszczy waszego życia. Nie bójcie się przychodzić do Jej Niepokalanego Serca. A jeśli wierzycie w siłę Maryi, jeżeli wierzycie w moc miłości, modlitwy, troski i krzyża i przyjmowania woli Bożej, powiedzcie teraz „amen”. Bóg wam zapłać za wiarę.

Dla niewidomych

Początek strony