0
0
0
s2sdefault
powered by social2s

mediuByło to przy kasie na dworcu kolejowej w niewielkiej miejscowości. Przy kasie jakby uparcie tkwi człowiek w średnim wieku. Od wnętrza kasy dochodzi jakiś krzykliwy głos osoby raczej zdenerwowanej. Ludzie zaczęli się oglądać... o co tu chodzi? Stojący pan wielokrotnie prosi o bilet... kasjerka wielokrotnie pyta... dokąd! Wybierający się w drogę mimo wszystko nie odpowiedział dokąd chce jechać... odszedł w końcu bez biletu... Pytali ludzie, czy był pijany? Nie - całkiem normalny - to dlaczego tak postąpił? Odpowiedź zdaje się być prostą - ten człowiek sam nie wiedział co z sobą zrobić. Może był to ktoś z bezdomnych, może bezrobotny, albo psychicznie wykończony. Coraz więcej ludzi dzisiaj nie ma dokąd iść, nie ma celu życia, sensu dla swoich dni i lat! Dlaczego...?

Trudno zamykać się na dłuższy czas w samym sobie - taka sytuacja jest nie do zniesienia. Powiadają niektórzy młodzi gniewni, że pójdą w cały świat... A może takim ludziom mimo wszystko trzeba pomóc w odnalezieniu sensu życia, owej stacji do której trzeba nam się udać? Wiem, że to będzie droga pod górę! Mojżesz wspina się na górę Synaj by oglądać Boga

Podobno szczyty gór nie tylko nas rozkoszują, cieszą, ale także doświadczają, uczą, hartują. Wielu udaje się na szczyt, aby się modlić, bo tam jest się bliżej Boga. Na szczyt góry został zaproszony wódz i przewodnik narodu pielgrzymujący Mojżesz. Było to niebawem po wyjściu z niewoli egipskiej. Ze swoim ludem przybył na pustynię Synaj. Obozowali naprzeciw góry. Mojżesz wielokrotnie bywał wzywany na rozmowę z Bogiem. Tam na szczycie zostało zawarte przymierze, czyli uroczysta umowa Boga ze swoim ludem, który stał się odtąd szczególną własnością pośród wielu narodów. Wracając do swoich Mojżesz przekazywał nakazy Pana, Jego przykazania i zachęcał by uczynić wszystko, co Bóg polecił im czynić. Tam na pustkowiu uczył ich dobra, pomagał w pielgrzymowaniu dając pokarm i napój - aby doszli do celu - do Ziemi im Obiecanej. Nie tylko Mojżesz, ale i lud chciał zobaczyć Oblicze Boga. Nie wolno im było nawet dotykać podnóżka góry - mieli czekać na znak dany przez Boga. Padały grzmoty, lśniły błyskawice, a mgła rozpostarła się nad górą. Lud drżał ze strachu stojąc z daleka. Nie tylko Mojżesz był ciekawy nieba i Oblicza Bożego. Pewnego dnia w czasie modlitwy zapragnął wołając do Boga: „Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę”… Odpowiedź: Ja ukaże ci mój majestat i ogłoszę moje imię, wyświadczę łaskę i miłosierdzie, komu Mi się podoba... nie będziesz mógł oglądać mojego Oblicza... oto miejsce obok Mnie, stań przy skale. Gdzie będzie przechodzić moja chwała pozostawię cię w rozpadlinie skały i położę ręka Moją na tobie, aż przejdę, ujrzysz Mnie z tyłu, lecz nie ukaże Ci mojego Oblicza... Pan zstąpił, zatrzymał się przy Mojżeszu, rozmawiali z sobą, a schodząc z góry twarz jego promieniała na skutek rozmowy z Panem tak, że bali się zbliżyć do niego. Często ukrywał twarz swoją zasłoną, odkrywał dopiero, gdy stawał przed Bogiem.

Na Taborze i na Górze Oliwnej Chrystus przemieniony ukazuje swoją chwałę. Do Oblicza Pana doszło także trzech uczniów - Piotr, Jan i Jakub. Chrystus w swojej chwale stanął na krótko wobec nich. Nie mogli patrzeć, padli na ziemię jakby omdleni z przerażenia. Do chwały Pana prowadzi droga pod górę. Trzeba jak uczniom, tak wszystkim nam podążać pod górę - Oglądanie Boga nie przychodzi łatwo i nie na żądanie człowieka. By stanąć przed Bogiem, trzeba być godnym tego spotkania, mieć serce godne tej łaski. Dzisiaj też z uczniami wspinamy się na Górę Oliwną, aby czterdziestego dnia dostrzec odchodzącego Chrystusa. Mówimy krótko - wstępuje do nieba, wraca do umiłowanego Ojca, który posłał Swego Syna na ziemię z misją pojednania. Niebo - piękno chwały Bożej, majestat Boga.

Pojęcie nieba ludzie bardzo spłycili, ubrali je w ludzkie porównania. Niebo dla małych dzieci to błękit sklepienia nad głowami, dla starszych to trochę spokoju w domu wśród rozbawionych dzieci, to przerwa w szamotaninie codziennych zajęć, to troicie więcej pieniędzy w kieszeni... Jak więc wygląda sprawa nieba? Tutaj na ziemi w najlepszym razie nie może być coś wspaniałego. Ale to coś tutaj możemy zapracować, albo utracić. Nie myślmy też, że w niebie będziemy bujać w obłokach, że będziemy mieli aureole, skrzydła, że będziemy grac na harfie. Niebo nie test też jakimś niekończącym się nabożeństwem w kościele bez ławek. Bóg zaplanował dla nas wartości znacznie większe. Może i dzięki Bogu, że niebo nie jest ujęte w nasze domysły. Powiecie, żeby ktoś z nieba przyszedł, to by nam wszystko opowiedział. Na szczęście naprawdę jest taka Osoba - Jezus Chrystus! To On opuścił śliczne nieba - zamieszkał między nami. Do czasu wstąpienia znów do nieba - wiele opowiedział o Królestwie niebieskim. Niebo nie jest końcem naszej drogi - jest początkiem wiecznej szczęśliwości z Bogiem.

Czym wreszcie jest niebo, do którego zdążamy? Niebo jest celem ostatecznym, spełnieniem najgłębszych pragnień człowieka, stanem najwyższego szczęścia. Za mało powiedzieć, że ziemia jest przedsmakiem nieba, gdyż na ziemi uroniliśmy już niejedną łzę, doznaliśmy wielu bolączek i krzywd. Dobra tej ziemi zostawimy tutaj dla innych, władze ziemskie przeminą, światowa sława wypełznie, rozpłynie się jak mgła. Królestwo Boże nie jest z tej ziemi - powiedział Chrystus. Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło - co Bóg przygotował, tym, którzy Go miłują. Wejście do nieba jest w pełni tym, czego naprawdę pragniemy, to być z Bogiem w całej pełni, po prostu być w rzeczywistości Bożej. Oglądanie Boga bardziej niż Mojżesz, niż uczniowie na górze Tabor będzie oglądaniem uszczęśliwiającym, oglądaniem twarzą w twarz Kogoś, kto jest dla nas najukochańsza Osobą.

Nieba nie ma na mapie, jak chcieli niektórzy zostawiając niebo dla wróbli. Niebo nie jest abstrakcją, to nie być w Paryżu, czy w Rzymie. Być w niebie, to być w stanie najpiękniejszej, wiernej miłości. To nie miejsce dla zakochanych, co bujają w obłokach! Piękne jest takie proste określenie: niebo, to niekończące się przyjęcie powitalne, to upragnione widzenie Boga i siebie w całej prawdzie. Niebo to Bóg, który jest Miłością. Beata Obertyńska napisała: ,,Nie rozumiem ni nieba, ni piekła. To wszystko zbyt ogromne na myśl mą ciasną i kaleką. Wiem tylko, że to będzie albo blisko, albo daleko od ciebie. Weselej wyraził się Adam Mickiewicz: Bóg dotąd miłosiernie patrzy na szatana, lecz on się odwraca, by nie widzieć Pana! Na to święty Paweł głębiej ujmuje tę prawdę: „O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże i nie niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi ”. Być na zawsze dzieckiem Boga. Lata dziecinne są ponoć najpiękniejsze... jeśli nie staniecie się jak dzieci - nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego. Dzieci Boże razem z Ojcem, z matka Maryją, w koronie wybrańców - świętych w niebie. Wzajemne świętych obcowanie. Pan Jezus czeka na nas w niebie. Oczy i serca uczniów wędrowały za odchodzącym Panem Jezusem do nieba. Święty Augustyn napisał w swoich ,,Wyznaniach”: W dzień swego narodzenia Pan Jezus dal świadectwo, że jest prawdziwym człowiekiem, człowiekiem, a dzień wniebowstąpienia - że jest prawdziwym Bogiem. Już w 378 roku na Górze Oliwnej wybudowano kościółek na miejscu rozstania z Panem Jezusem - pod wezwaniem Inbomon czyli Wejścia. Miał on kształt rotundy i otwartym dachem. W 614 roku - komuś ta świątynia przeszkadzała. W XII wieku Krzyżowcy zbudowali nową świątynię z odciśniętym śladem stopy opuszczającego ziemię Pana Jezusa. Mimo to, że dziś jest on własnością Arabów jako mały meczet - w święto wniebowstąpienia pozwalają katolikom odprawiać w nim Mszę świętą.

Jan Paweł II często w swoich przemówieniach nam przypominał: ,,jesteśmy mieszkańcami ziemi i nieba. Nosimy w sobie niezatarty ślad przynależności do Boga. Chrystus w samym sobie utworzył jakby pomost miedzy ziemią a niebem. Zjednoczeni z Nim tworzymy wspólnotę, już teraz pielgrzymując uczestniczymy w chwale Bożej. Jesteśmy w drodze do nieba, sercem zwracamy się ku górze, ku domowi niebieskiego Ojca. Starajmy się nade wszystko tego zaproszenia nie zmarnować. W Fatimie do chorych Jan Paweł jakby krzyknął „czeka was niebo”! Przybyłem dziś do was jako świadek Zmartwychwstałego Jezusa. On wie co znaczy cierpieć, On był pierwszym z ludzi, aby z ziemi przemierzyć drogę człowieka aż do ojczyzny niebieskiej, gdzie przygotował tron chwały dla każdego z nas. Jest z nami tutaj, aż do skończenia dni doczesnego żywota - chce być z nami w domu Ojca.

Może często zniechęceni mamy jakieś pretensje do Pana Boga, ze nas opuścił, że o nas zapomniał. To raczej my zapominamy o Nim, odwracamy się plecami od Jego Oblicza, a co gorsza - lekceważymy Jego wskazania, Ewangelię w sytuacjach kryzysowych zaś znów Go szukamy, bo jak trwoga, to do Boga. Chrystus nigdy nie pozostawia nas sierotami, przywołuje nas z miłością, przyzywa do Siebie. Wstępując do nieba, staje się niewidzialny dla nas, a to wcale nie oznacza że stał się nieobecny, odległy, daleki. Módlmy się prosząc Boga, by nigdy nam nie pozwolił zapomnieć o swojej obecności w naszym życiu.

Dla niewidomych

Początek strony